W niedzielę staramy się trochę opanować nasz pracoholizm, więc jeśli chodzi o remont to skończyło się na myciu nowej lodówki i zapełnianiu szafek kuchennych ;) Nie oznacza to, że niedzielę spędziliśmy mało aktywnie ;P Jednak ponieważ mój Puszek ma dziurawą dętkę, nie pojechaliśmy jak to mamy w zwyczaju na rower, ale udało mi się wyciągnąć mojego męża na spacer :D Michał uważa, że chodzenie pieszo to strata czasu, jednak jeśli ma konkretny cel, to jest w stanie zostawić w domu rower. Celem był adres: Mewia 47. Zrobiliśmy na piechotę prawie 10 km, bo poszliśmy złą trasą ;) Ale im bliżej byliśmy celu, tym bardziej byłam przekonana, że Michał wybrał losowy punkt na mapie, tylko po to żeby mieć CEL ;) Bo okazało się, że ul. Mewia, to jakieś osiedle domków jednorodzinnych i nic ciekawego tam nie ma. Dopiero kiedy zobaczyłam... kopułę wiedziałam, że to nie był przypadkowy adres :D
... mają rozmach sk*rwysyny ;)
(Zdjęcia z Google Streey View, bo jak tam doszliśmy to było już ciemno ;)
(Zdjęcia z Google Streey View, bo jak tam doszliśmy to było już ciemno ;)

















