Strony

niedziela, 5 maja 2013

Cygańska Szkoła Designu

W niedzielę staramy się trochę opanować nasz pracoholizm, więc jeśli chodzi o remont to skończyło się na myciu nowej lodówki i zapełnianiu szafek kuchennych ;) Nie oznacza to, że niedzielę spędziliśmy mało aktywnie ;P Jednak ponieważ mój Puszek ma dziurawą dętkę, nie pojechaliśmy jak to mamy w zwyczaju na rower, ale udało mi się wyciągnąć mojego męża na spacer :D Michał uważa, że chodzenie pieszo to strata czasu, jednak jeśli ma konkretny cel, to jest w stanie zostawić w domu rower. Celem był adres: Mewia 47. Zrobiliśmy na piechotę prawie 10 km, bo poszliśmy złą trasą ;) Ale im bliżej byliśmy celu, tym bardziej byłam przekonana, że Michał wybrał losowy punkt na mapie, tylko po to żeby mieć CEL ;) Bo okazało się, że ul. Mewia, to jakieś osiedle domków jednorodzinnych i nic ciekawego tam nie ma. Dopiero kiedy zobaczyłam... kopułę wiedziałam, że to nie był przypadkowy adres :D

... mają rozmach sk*rwysyny ;)
(Zdjęcia z Google Streey View, bo jak tam doszliśmy to było już ciemno ;)

sobota, 4 maja 2013

...

Dzieje się! Od dzisiaj mamy lodówkę i część mebli kuchennych, nasz plac budowy coraz bardziej przypomina mieszkanie ;) Dzisiaj mieliśmy też pierwszych gości przy okazji pomocy we wnoszeniu lodówki i mebli.
Poza tym polecam świetną firmę transportową Bercik.eu ;) Już po raz drugi korzystaliśmy z usług Pana Bercika, (bo niestety są rzeczy, które ciężko przewieźć Fordem Ka) i bardzo cenimy sobie jego profesjonalizm ;) Lodówkę, z którą normalnie męczy się dwóch facetów, Pan Bercik wnosi sam na plecach na drugie piętro ;) Gratis!

piątek, 3 maja 2013

Rodzina na swoim :D

Przed chwilą zrobiliśmy ostatni kurs moim transportowym Fordem Ka ;P Ostatni karton w naszymi rzeczami jest już w mieszkaniu, a więc można uznać, że zamieszkaliśmy na swoim :) Wprawdzie ciepłej wody, gazu i prądu w sypialni wciąż nie ma, ale wszystko jest na najlepszej drodze- wiadomo długi weekend, wszyscy fachowcy odpoczywają, a nie podłączają media ;)
Tak więc na przynajmniej następne 8 lat mam nadzieję, że jest to moja ostatnia przeprowadzka (przynajmniej tyle mamy zamiar tu pomieszkać). Tymczasem postanowiłam, że policzę w końcu wszystkie moje przeprowadzki w ciągu ostatnich 10 lat. A jeśli pamięć mnie nie myli, to mieszkając w Opolu przeprowadzałam się przynajmniej 6 razy w ciągu 3 lat (Dambonia-Kurpiowska-Orląt Lwowskich-znowu Kurpiowska-Gabrieli Zapolskiej-Telesfora). Potem Poznań: Półwiejska-Poznańska-Dolna Wilda-Kasprzaka, a w międzyczasie jakieś schronisko młodzieżowe i miesiąc w Koziegłowach pod Poznaniem, co daje również 6 przeprowadzek, tylko, że w ciągu 2 lat ;) No i nareszcie Wrocław, gdzie zaczęłąm od Sienkiewicza, gdzie udało mi się najdłużej zagrzać miejsce, bo ok 3 lat, potem Kwiska, al.Lipowa, Plac Staszica, Pobożnego i ...nareszcie u siebie :D Czyli szósta przeprowadzka we Wrocławiu, ale za to rozłożone aż na 5 lat! Czyli 18 przeprowadzek w ciągu 10 lat(nie licząc wakacyjnych przeprowadzek do rodziców podczas studiów, bo to dodatkowe 5 ;)!
Bardzo mnie cieszy fakt, że to już ostatnie rozpakowywanie mojej tony (w dużej większości niepotrzebnych) rzeczy. Równocześnie zastanawiam się, czy nie pójść trochę w stronę filozofii kolegi ze szkoły mojego męża, Oresta T., który ponoć posiada na własność 12 rzeczy i z przeprowadzkami prawdopodobnie nie ma problemu ;)

 Na razie nasze warunki mieszkaniowe są dalekie od docelowych, ale wszystko w swoim czasie ;)

 Na razie pusto, ale podłoga czysta



Sypialnia


ta-dam! Jest i wanna :D Ciepła woda comming soon...

środa, 1 maja 2013

Już prawie..

Dawno mnie tu nie było, ale to nie znaczy, że nic się w między czasie nie działo. Jeśli chodzi o planowany czas remontu to trochę niedoszcowaliśmy ;) Miał być miesiąc, od momentu odebrania kluczy, czyli 26 stycznia. Dzisiaj mamy 1 maja ;) Każdy szanujący się project manager budowy wie, że przy tak rozbudowanych projektach powinien sobie doliczyć 15-30% czasu na zakończenie projektu. My poszliśmy dalej i doliczyliśmy 100% wypowiadając umowę najmu w poprzednim mieszkaniu na 2 miesiące zamiast miesiąca. Niestety szybko okazało się, że równocześnie pracując i remontując, 2 miesiące to trochę mało. Na szczęście w trudnej sytuacji poratowali nas nasi przyjaciele Kasia i Michał, którzy przez miesiąc pozwolili nam zamieszkać w swoim mieszkaniu z którego akurat teraz nie korzystają, dzięki czemu nie byliśmy zmuszeni przeprowadzać się prosto na plac budowy :D
Ale ostatecznie tego posta piszę już z naszego nowego mieszkania, a dzisiaj spędzamy pierwszą noc U SIEBIE :D Wprawdzie nie ma jeszcze ciepłej wody i gazu, a do sypialni prąd ciągniemy z przedłużacza, ale jest git! Mega szybki internet mamy już od miesiąca, bo mój mąż doskonale wie jakie są priorytety na budowie, a poza tym można zawsze wziąć home office, żeby pilnować robotników w czasie swojej pracy.
A na dobranoc kilka zdjęć z postępów remontu.


 Tutaj napchamy 15cm waty szklanej, żeby nie słyszeć sąsiadów zza ściany i vice versa ;)

 A to szkielet ściany za pomocą której z kawałka starej kuchni wydzielimy garderobo-schowko-pralnio-rowerownię


 Wywaliliśmy prysznic i będzie wanna. Przesunęliśmy też ścianę, dzięki czemu ta wanna się zmieści ;)

Sypialnia

 Salon+ kawałek przedpokoju

 Przedpokój


...no i zalążek naszej garderobo-pralnio-spiżarnio-rowerowni ;P


 A tutaj fajna rzecz, którą znalazłam wśród starych rzeczy po poprzednim właścicielu. Wieszak na ubrania z czasów Breslau, z - jak przypuszczam, jakiegoś zakładu krawieckiego, albo sklepu z ciuchami na Ohlauer Strasse (czyli dziejsza Oławska).


 Salon + kuchnia


Kuchnia