Dawno mnie tu nie było, co nie znaczy, że nic się z naszym remontem nie działo. Ogrzewanie zadziałało nam dopiero 5 grudnia, bo pan z nadzoru budowlanego mimo, że początkowo sprawiał wrażenie miłego dziadka tuż przed emeryturą, który bardzo chce pomóc, okazał się zwykłym, czepialskim chujkiem ;) Na szczęście zima okazała się niezbyt sroga więc daliśmy radę do tego 5 grudnia.
Nareszcie znaleźliśmy prawdziwego fachowca! Specjalnie wstrzymywałam się z pisaniem, że w końcu mamy kogoś sensownego żeby nie okazało się, że po skończeniu roboty znowu są jakieś niedoróbki ;) Moja siostra poleciła nam swojego kolegę, który wcześniej pracował przy remontach mega drogich apartamentów w warszawce, gdzie wszystko musiało być na cacy. I rzeczywiście okazało się, że chłopak naprawdę zna się na robocie. Dlatego szkoda, że nie zatrudniliśmy go od początku. No, ale lepiej późno, niż wcale.
Generalnie mamy zrobioną już łazienkę (brakuje tylko szafki), korytarz i zrobione sufity i ściany. W zasadzie zostały tylko pierdoły + meble.
W sypialni ściany mamy w kolorze Nordyckie Mgły (Luxens), a w salonie "Dryfujące Kry" (Dulux). Wymieniliśmy też wieśniackie kafle w kuchni i na korytarzu, wyrównując przy okazji poziomy podłóg ;) Kafle są teraz w kuchni i na korytarzu w kolorze grafitowym.
A poniżej zdjęcie korytarza "Przed" i "Po" :D

