Strony

środa, 27 lutego 2013

...a good expert is hard to find ;)

Od prawie tygodnia w naszym mieszkaniu rezyduje Pan Ryszard, który burzy w jednym miejscu i stawia w innym żeby było tak jak chcemy :) Mieszkanie wygląda jak po przejściu huraganu, ale wiadomo, że najpierw trzeba wszystko rozpieprzyć żeby potem zrobić wszystko po swojemu :D

Dzisiaj przy okazji załatwiania pozwolenia na instalację ogrzewania gazowego poznałam kolejne dwie sąsiadki i wygląda na to, że trafiliśmy na naprawdę fajnych sąsiadów, a to akurat ważne z jakimi ludźmi współdzieli się schody ;)

A tak z ciekawostek, to podczas oględzin piwnicy, którą była właścicielka zostawiła nam zagraconą po sufit, odkryliśmy, że w podziemiach budynku toczy się ożywione życie towarzyskie (wywnioskowaliśmy to po kąciku ze stołem, fotelami i opróżnionymi flaszkami po wódzie). Przeznaczenie tego miejsca wyjaśnił nam sąsiad z góry, który wcześniej zabrał od nas meble, a potem pomógł mężowi usprzątnąć ten syf z piwnicy: "No bo wie pan sąsiedzie... My tu mamy takie miejsce i przychodzimy tu jak stara za bardzo drze mordę". Ciekawe kiedy mój małżonek dołączy do klubu ;P

Rezultaty pracy Pana Ryszarda:



















niedziela, 3 lutego 2013

Remont in progress....

Pierwszym etapem remontu było pozbycie się ze ścian błękitnych, oraz seledynowych tapet i szalenie modnej jakieś dwie dekady temu boazerii, które odsłoniły równocześnie inny modny niegdyś trend w urządzaniu mieszkań - ścianę pomalowaną farbą i przeciągniętą wałkiem do malowania wzorów (w tym przypadku roślinnych). Z tym karkołomnym zadaniem zmierzyła się z bardzo dobrym efektem moja młodsza siostra Tamarcia za co należą się jej wielkie podziękowania ;*

Kolejnym etapem było pozbycie się mebli, które zakupiliśmy w pakiecie z mieszkaniem (do wzięcia są jeszcze 2 telewizory kineskopowe, w tym jeden o średnicy jakieś 42 cale i wadze 50 kg ;), które nadawały się tylko jako podpałka do pieca. I tutaj niezastąpiona okazała się pomoc sąsiada z piętra wyżej, który widząc, że wynosimy "dobre meble" na śmietnik zaoferował, że zabierze je w celu porąbania i spalenia w piecu ;) Telewizory też weźmie, bo może jakieś metale szlachetne da się wytopić. Eh, Nadodrze... (czy tam Kleczków).

Wypada wrzucić jakieś zdjęcia:

 Łazienka, która w tym momencie jest pomieszczeniem, które w największym stopniu nadaje się do użytkowania. Mimo to i tak mamy zamiar ją rozwalić i zrobić od nowa ;)

 Mniejszy pokój (17m2). W zasadzie wygląda już zupełnie inaczej, bo ściana na której na zdjęciu stoi ta modna (niegdyś) meblościanka już nie istnieje. Teraz pokój jest połaczony z kuchnią, a z drugiej strony z korytarzem, tworząc dużą, otwartą przestrzeń (ok. 38m2)


 Piece kaflowe to bardzo pożyteczne wyposażenie mieszkania. W tej chwili doskonale sprawdzają się jako utylizatory zrywanych tapet, czy mniejszych elementów drewnianych. Potem jeden zostanie całkiem zdemontowany, a drugi przerobiony na kominek (znając życie będziemy z małżonkiem siedzieć i godzinami wpatrywać się w ogień, a on będzie to nagryuwał na komórkę ;)

Kuchnia. Tej zielonej ściany też już nie ma. Szafki zostały wykorzystane jako opał do pieca kaflowego. Szkoda tylko trochę pracy Tamarci- mojej kochanej młodszej siostry, która zrywała te obrzydliwe groszkowe tapety, a ściana poszła w całości do rozbiórki ;)



Tamarcia w trakcie pracy ;*

Te szafki będę śniły mi się jako najgorsze koszmary...


Sąsiad do końca zimy będzie miał czym palić ;]


 Tej ściany już na szczęście nie ma :)