Remont powoli staje się stanem permanentnym i już nawet nie robimy planów kiedy się skończy ;) W tej chwili jesteśmy na etapie zakładania grzejników i czekania na pozwolenie na budowę, bo okazuje się, że żeby zrobić instalację gazową trzeba mieć pozwolenie na budowę, projekty, kierownika budowy i milion innych rzeczy.
Poza tym mieszkamy sobie w warunkach jeszcze dalekich od docelowych, ale na szczęście lepszych niż standard studencki ;)
Dzisiaj razem z małżonkiem sami zdemontowaliśmy drugi piec kaflowy, co zajęło nam ponad 6 godzin i chociaż był to spory wysiłek fizyczny to miło mieć świadomość że zrobiło się coś samemu ;)
***
Pierwsza impreza w nowym mieszkaniu odbywała się bez drzwi do łazienki i trzeba było uważać żeby kurek od wody w łazience był przekręcony maksymalnie w prawo, bo w przeciwnym wypadku zalewało kuchnię ;) Ciepłej wody oczywiście nie było ;P
Teraz jest już trochę lepiej...
***
Tradycyjne wspólne gotowanie na razie u nas nie ma sensu, bo dysponujemy chwilowo tylko dwoma palnikami (a właściwie kuchenką turystyczną postawioną na niepodłączonej kuchni gazowej ;) do momentu kiedy zbudujemy nową instalację. Na razie zostaje więc pizza ;)
Poranek po imprezie
***
No i nareszcie pogoda sprzyja balkonowaniu. Balustrada jest już- delikatnie mówiąc, zużyta, ale w niedalekiej przyszłości nasza wspólnota planuje remont wszystkich balkonów :)
Moja duma, czyli moje fuksje, które wciąż żyją i mają się całkiem nieźle, a nawet coraz lepiej. Nie wiem czy są to tak mało wymagające kwiaty, że udało mi się ich jeszcze nie zabić, czy po prostu szczęście mi sprzyja. Tak czy inaczej wyglądają dorodnie :)
***
A poniżej zdjęcie z ostatniego zwiedzania dzielni (teren starych elewatorów zbożowych)













Brak komentarzy:
Prześlij komentarz